Translate / Tłumacz

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Były wesela, są też rocznice

Witam

      No właśnie, były wesela jedno, drugie, trzecie, czwarte i dziesiąte, a potem są rocznice. Pierwsza, druga, piąta, trzydziesta piąta.
Jak tak popatrzeć, to czas tak szybko popie..., bo inaczej nie można tego określić. Dwoje ludzi staje u progu nowego życia, chcą być ze sobą do starości, aż do końca. Mają wrażenie, że to ich wspólne życie będzie trwało 1000 lat, a po dwudziestu, trzydziestu latach wydaje się, że to był tylko taki pstryk i już. Wydaje nam się, że to było tak nie dawno, welon, kwiaty, marsz weselny, a tu już dzieci pyskują, wnuki się przymilają, bo czegoś potrzebują. Ech, życie.
     No i właśnie taką piękną rocznicę obchodzili nasi cudowni znajomi, a mogę nawet się pokusić o stwierdzenie, nasi przyjaciele. Oczywiście jako hafciarka co mogłam zrobić w prezencie? Wiadomo! Pudełko, tylko tym razem nie ślubne a rocznicowe. A że koleżanka jest zapaloną ogrodniczką, więc na pudełku znalazły się akcenty ogrodnicze.









Mam nadzieję, że pudełeczko będzie służyć bardzo długo i będzie bardzo przydatne.
    Co oprócz tego robię, ano zaczynam powoli przygotowywać się do Wielkanocy. Powiecie, że to jeszcze czas, otóż nic mylnego. Nawet się nie obejrzymy jak już będą kolejne święta. No właśnie, pstryk i już :)
Trzymajcie się cieplutko i dziękuję za komentarze pod moimi wpisami, pa.

niedziela, 9 grudnia 2018

Czyżby nadchodziły święta?

Witam

        No właśnie, święta się zbliżają, trzeba zacząć przygotowywać menu, listę zakupów, listę prezentów. Z tym jest zawsze największy problem. Nie wiem czy pamiętacie, ale 20, 30 lat temu, jak nic nie było w sklepach, jakoś łatwiej było wymyślić czym obdarować najbliższych. I co najważniejsze, każdy się cieszył nawet z rajstop, czy mydełka FA. Pamiętam jaka byłam szczęśliwa jak wystałam w kolejce płytę z piosenkami "Smerfy" i mogłam ją dać siostrzeńcom. Ale była radocha. Albo te papiery szare, brązowe, które samemu ozdabiało się mazakami, a wstążeczki zbierało się przez cały rok.
 Może jestem głupia, ale brakuje mi tego, to znaczy tej radości. Gdzieś się ta radość podziała, zatraciła w tej pogoni. Szkoda.
Żeby choć trochę te święta były radosne, zrobiłam parę hafcików na kartki, teraz tylko wyprasować i oprawić.










        W ostatni piątek, dzieci z mojego przedszkola miały nockę mikołajkową, to znaczy w taką nockę dzieci nocują w przedszkolu na materacach, w śpiworach. Wieczorem czyszczą buty, bo rano znajdują w nich prezenty. Czekają na Mikołaja, który zjawia się wieczorem i zbiera zamówienia. Już po raz drugi oboje z mężem robimy za Mikołaja i jego pomoc Śnieżynkę.
 Słuchajcie, dzieciaki są niesamowite, ich reakcja na Mikołaja jest bezcenna. Te oczka wpatrzone, buzie rozdziawione, nawet największy rozrabiaka nagle robi się potulny i grzeczny. Uwielbiamy te wieczory, kiedy możemy sprawić radość dzieciakom. A, muszę dodać, że z braku śniegu nasz Mikołaj podjeżdża motocyklem pod same okna.











        A, przypomniałam sobie, że miałam pokazać swoją kuchnię jak wykończę drugą ścianę. No i właśnie kupiłam i postawiłam to co sobie wymarzyłam. Kiedyś dostałam od teściowej kredens kuchenny, postanowiłam że go odnowię i postawię w kuchni. Tylko niestety po oczyszczeniu okazało się, że jest w okropnym stanie, korniki, ubytki. Gdybym miała porządny warsztat i maszyny, na pewno by mi się udało z odnawianiem. Ale mam tylko garaż,  w którym stoi motocykl i rowery. Mąż namawiał mnie na kupienie nowego kredensu, a właściwie witryny, ale to nie było to co chciałam. Długo się zastanawiałam, już prawie byłam skłonna się zgodzić, ale wtedy siostra spytała mnie czy bardzo marzę o takim starym kredensie. Powiedziałam, że tak i wtedy siostra powiedziała mi jedno zdanie, które wbiło mi się do głowy - spełniaj swoje marzenia. No i spełniłam. Szukałam, szukałam aż znalazłam kredens o jakim marzyłam.




     A to jest Anioł domowy, który kupiłam na kiermaszu świątecznym, Wisi w przedpokoju i wita domowników i gości.


I tym aniołowym akcentem żegnam się z Wami, trzymajcie się cieplutko, bo nadciągają chłody, pa.


wtorek, 16 października 2018

Odrobina letniej jesieni

Witam

     Moja kuchnia ma się dobrze, nawet upiekłam dwa ciasta w nowym piekarniku i nawet ich nie spaliłam. Chociaż, drugie ciasto upiekłam w rekordowym czasie dwudziestu minut. Nastawiłam piekarnik na grzanie i gdy się ugrzał wstawiłam ciasto. Po 20 minutach poczułam cudny zapach, a gdy zajrzałam do piekarnika ciasto było już cuuuuuudnie brązowe. I tu muszę się pochwalić, że wyszło całkiem, całkiem. Okazało się, że piekarnik nastawiłam na 250 stopni zamiast na 150, ot cała tajemnica.
    Gdy już uporałam się z kuchnią, wyjęłam nieskończone hafty. Stwierdziłam, że chyba pora je skończyć, zwłaszcza że chcę jeden z nich przeznaczyć na prezent.
Są to kwiaty i teraz żałuję, że robiłam je dwiema nitkami, lepiej by było trzema. Haft byłby pełniejszy, bardziej wyrazisty. No cóż, nie zrobiłam, ale i tak chyba wygląda jako tako.










    Z myślą o kuchni zrobiłam takie babeczki, miałam je oprawić w niebieskie ramki. Ale po zrobieniu jakoś mi nie pasują. muszę coś innego wymyślić, może jakieś filiżanki w niebieskie kwiatki, oczywiście jak znajdę takowy wzór.
A może jest chętna na pyszne babeczki, różowa, czyli ta pod spodem ma wymiary kanwy 15 na 15 cm.




Ta podwójna ma wymiary 18 na 15 cm .


I to by było na tyle, powoli zaczynam szykować hafty na święta, wiecie święta tuż tuż.
I tym miłym akcentem żegnam się z Wami, pa.

piątek, 28 września 2018

Metamorfoza kuchni

Witam

     Można powiedzieć, że jestem już prawie po remoncie kuchni i powiem z radością... przeżyliśmy...
A to było tak, Siedemnaście lat temu, jak się sprowadziliśmy do nowego mieszkanka, zaczęliśmy urządzać pokoje, to znaczy... dwa pokoje, łazienkę, a w kuchni postawiliśmy meble ze starego mieszkania i tak sobie stały. A że były to meble nie byle jakie i ciutke droższe, to przez te  wszystkie lata małpy nie chciały się rozlecieć. A wiadomo, jak coś się nie rozlatuje, to znaczy, że jest dobre i stoi, stoi, stoi. No i tak stały te nasze meble, aż któregoś dnia po prostu zaczęły przyprawiać mnie o ból głowy i ból innych części ciała. Powiedziałam do mojego szanownego małżonka - dość tego, wszystkie mają a ja nie mam. Robimy kuchnię!
 I w taki oto sposób poruszyłam lawinę i wyciągnęłam z zakamarków potwory o nazwach - szukanie fachowców, którzy nie spartaczą płytek, fachowców od mebli, którzy będą umieli czytać w moich myślach. Szukaliśmy, szukaliśmy, pytaliśmy i w końcu trafiliśmy. Na szczęście znajomi robili remont całego mieszkania i do tego są perfekcjonistami, więc mieliśmy fachowców można powiedzieć prawie idealnych (na razie płytki nie odpadają).
     No ale wiadomo, fachowcy to jedno, a zakupy to drugie. Kupiliśmy płytki, zlew, kran, kuchnię i zadowoleni myśleliśmy, że to już koniec. O, naiwności!!!! To był dopiero początek. Fugi, kleje, woda, listwy, kontakty, kawa, kabelki, klopsiki...itd. itp
Po remoncie wiadomo, zaczyna się sprzątanie. Trzeba wszystkie kartony, pudła przynieść, rozpakować i wtedy zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki. Niby szafek więcej a niczego nie można zmieścić. Czyżby przez te parę dni przybyło rzeczy, a może ktoś podrzucił swoje? No, ale jakoś się udało upchnąć większość klamotów. Kiedy pokonałam te wszystkie bardzo, podkreślam BARDZO potrzebne przedmioty, okazało się, że reszta mieszkania nadaje się wyłącznie do gruntownego sprzątania. I tu muszę się pochwalić, wyszłam z tej bitwy zwycięsko i jestem dumna z siebie.
     Dobra, pora teraz trochę Was postraszyć zdjęciami. Ostrzegam, będą to zdjęcia dla ludzi o mocnych nerwach i silnej psychice. Bo wiadomo, na początek będą zdjęcia jak moja kuchnia wyglądała.
Gotowe? No to jazda...












No cóż, starałam się jakoś tę przestrzeń zagospodarować rozsądnie i z gustem, ale przed samym remontem już mi się nie chciało i dlatego na szafkach jest taki pier...miszmasz.
Zmieniliśmy podłogę, płytki na ścianach, meble, dodatki.


















     Jak już tak robiliśmy kuchnię, to stwierdziliśmy,  że przedpokój też woła o pomstę do nieba i trzeba coś z tym zrobić. No i zrobiliśmy mały lifting. Tapeta, listwa, nowe lustro i proszę bardzo. przedpokój jak malowany.





Brakuje jeszcze dodatków typu obrazki, zegar. A na ścianie, której nie pokazałam ma stanąć kredens, ale jeszcze go nie ma, szukamy. Marzy mi się stary, kuchenny kredens, taki ze swoją historią, z duszą. Na razie szukam.
    No i to na tyle o moim remoncie. Mam nadzieję, że nie zasnęłyście przy oglądaniu zdjęć, po prostu nie mogłam się zdecydować,  które wstawić.
Trzymajcie się cieplutko, bo niestety przyszły chłody, pa.