Kiedyś obiecałam pączki z marmoladą i oto są. Świeżutkie, nie chcę się chwalić ale nawet smaczniutkie. Tak mówią chłopaki, a to są łakomczuchy jakich mało.
Mąka przygotowana, kogel-mogel ukręcony, drożdże rosną.
Oczywiście zeszyt z odpowiednim przepisem otworzony, żeby nic się nie pomyliło.
Chyba każdy lubi wulizywać łyżkę po koglu-moglu.
Ciasto już rośnie, dobrze że starszy syn pomógł mi je wyrabiać. Taka robota jest dobra dla muskułów, synowskich nie moich.
A teraz pracochłonne nadziewanie marmoladą i lepienie
I już rosną przykryte ściereczką aby było im ciepło, bo wiadomo, że ciasta drożdżowego nie można "przeziębić"
I proszę bardzo, gotowe. Zapraszam serdecznie, a do tego herbatka z cytrynką i błogie lenistwo...mmmm
Trzymajcie się słodziutko, pa.