Translate / Tłumacz

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podziękowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podziękowanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 kwietnia 2016

Moje Anioły

Witam

     Dzisiejszy wpis nie będzie o haftowanych, dzierganych czy malowanych aniołach, tylko o Was. Tak, o moich kochanych blogowych Aniołach.
W poprzednim wpisie miałam każdej z osobna odpisać, ale po przeczytaniu wszystkich komentarzy stwierdziłam, że właściwie piszecie o tym samym. I nie mówię tu o komplementach, chociaż bardzo miło mi się zrobiło na sercu. Właśnie przed chwilą w radiu była rozmowa na temat urody zewnętrznej i wewnętrznej, duchowej i padło świetne zdanie - "pozwól zrobić z siebie motyla". O czym ja mówiłam, aha, chciałam Wam  przede wszystkim podziękować za postawienie mnie do pionu. Chociaż jeśli chodzi o to odchudzanie to od początku wiedziałam, że będzie jakiś haczyk, no i był.
      Ale od początku. Jak wiecie popiliśmy te koktajle przez trzy dni, popiliśmy wodę z dziwną herbatką i na czwarty dzień pojechaliśmy na pomiary.  Oczywiście ochy, achy,  pani Dorotko, panie Adasiu jakie  dobre wyniki. Waga spada, nawodnienie się podnosi, nawet, dziwne, kości mi schudły, normalnie jednym słowem - CUD. Wyliczanie kalorii, co trzeba jeść, a z czego zrezygnować, ile wody wypijać, Wyszło, że ja powinnam pić dwa i pół litra dziennie, a M. trzy i pół litra. Gdy spojrzałam na mojego M. jego oczy "mówiły" - kobito, ja i tego półtora litra nie mogłem w siebie wcisnąć, a co mówić drugie tyle.
Oczywiście zachwalanie ile to korzyści dają te koktajle, jak fantastycznie człowiek się po nich czuje, ile to witamin posiada. Słuchajcie, nic tylko się zalać tym koktajlem i śpiewać pieśni dziękczynne.
No oczywiście, dla zbudowania przyjaznej atmosfery, pani opowiadała nam jak to jest na zjazdach dla takich trenerów jak ona, jak tam jest fajnie. Spytaliśmy co podają do jedzenia, właściwie nie podała żadnych konkretów. Ale za to dowiedzieliśmy się, że każdy z uczestników ma swoje pudełeczko  z witaminami, czytaj lekami, chemią. Nie, ona ma malutkie pudełeczko, ale inni to wręcz pudła od wiolonczeli dźwigają. To znaczy, my tak sobie wyobraziliśmy. No i po tych witaminach jak te wszystkie kobiety pięknie wyglądają, a ja miałam ochotę zapytać, jak pięknie wyglądają ich żołądki i wątroby, po takiej ilości leków.
     Najbardziej zszokowało mnie wyznanie pani, że ten koktajl podaje czteroletniemu dziecku, bo dobrze działa na kaszel, ale gdy powiedziałam o miodzie i pyłku kwiatowym, to już nie było zainteresowania.
Spojrzałam jeszcze na skład tych specyfików, to jedynie aloes miał najwięcej naturalnych składników. Za to herbata odkryła swoje tajemnice, dlaczego po niej dostałam takiego przyspieszenia, otóż zawierała kofeinę. Ja nie piję kawy naturalnej  w żadnej postaci, więc jak dostałam taką dawkę, do tego ciśnienie poszło mi w górę, to z tymi kijkami zapierniczałam jak struś pędziwiatr.
     Rozmowa się przedłużała, już wiedzieliśmy, że się nie zgadzamy na dalszą kurację, ale jeszcze zapytałam o koszt. Pani zaczęła wyliczać koszt miesięczny dla jednej osoby - herbatka, aloes, koktajl - wyszło 500 zł, więc dla dwóch osób 1000 zł. Za 1000 zł to my jeszcze nie jesteśmy tacy grubi, jeszcze w drzwi się mieścimy, nawet w te obrotowe.
Gdy tylko stwierdziliśmy, że na razie rezygnujemy z kuracji, bo mamy inne ważniejsze przedsięwzięcia, pani przestała być lepiąco miła i usłyszeliśmy - nie będę już państwa zatrzymywać.
No i w taki oto sposób zakończyła się nasza przygoda z koktajlowym odchudzaniem .
     Zrezygnowałam nie tylko z powodu kosztów, chociaż to przeważyło, ale właśnie dzięki Wam moje Anioły, bo dałyście mi kopa i podbudowałyście moje nadwątlone poczucie wartości.
                                                                   To dla was:



     Dobra, teraz może trochę poważniej. Skończyłam mojego dziobaka, teraz tylko muszę dobrać materiał, skroić i brać się za szycie. A żeby nie wyciągać maszyny do jednej torby, to skroję jeszcze poszewki na podusie. Bo kupiłam nową narzutę na kanapę. Poprzednio była w kolorze brązowym i wszystko do tego pasowało, a teraz jest ciemno szara i jest tak jakoś nijak. bo meble brązowe, dywan brązowy a narzuta szara. Ale nie wiem jak u Was, ale u mnie w sklepach nie ma żadnych sensownych narzut. Nawet myślałam, że zrobię z grubej bawełny szydełkiem, ale jak wyliczyłam koszt, to się złapałam nie tylko za kieszeń, ale i za głowę i serce. Wyszło mi jakieś 600 zł. bo potrzebuję dwa metry na dwa i pół metra.
Jejku, znowu piszę o czym innym, a miałam pokazać ptaszorka.



Jak uszyję torbę to też się pochwalę, tylko nie wiem jaki materiał dać. Myślałam o zielonym w białe groszki, jak myślicie.
   Ostatnio wśród moich znajomych pojawiają się maleńkie dzieci i są to przeważnie już wnuki. Jacy znajomi, takie dzieci. No i właśnie dla jednego z tych maluchów zrobiłam karteczkę. Jeszcze tylko przykleję, czymś przyozdobię i będzie gotowa.




Teraz robię druga kartkę, będzie ten sam wzór, ale misie będą w innych bluzeczkach.
       Czy ja coś miałam jeszcze powiedzieć.... Aaaa, no właśnie. W ostatnią sobotę wzięłam po raz pierwszy udział w spotkaniu, ja to nazwałam "Dziewczynek Rękodzielniczek". Co robiłyśmy, wymieniałyśmy się doświadczeniami, chwaliłyśmy się co która robi, degustowałyśmy pyszne winka. Nawet tego dnia nie wzięłam wszystkich leków hi hi. Nie wiedziałam, że na takich spotkaniach jest tak super, fajnie, odlotowo. Poznałam wiele dziewczyn tak samo zakręconych jak ja, a może i jeszcze bardziej. Super są takie spotkania, polecam całym sercem.


Znowu się rozpisałam, ale wybaczcie mi, po prostu nie mam z kim pogadać, a tak chociaż do Was się odezwę.
Życzę miłego tygodnia, a wielbicielkom "Wspaniałego stulecia" życzę cierpliwości, może dadzą kontynuację serialu. Pa.

sobota, 19 marca 2016

Prezentowo wymiankowo

Witam

    Bardzo dziękuję dziewczyny za komentarze pod poprzednim wpisem i od razu przepraszam, że nie po odpowiadałam  na nie, ale trochę mój czas znów się skurczył, albo gdzieś się schował, paskuda. Ale jest mi bardzo miło, że moje hodowlane kurki podobały się.
    Co u mnie? Dziergam, wyszywam, szyję czyli wszystko na raz, wiecie jak to jest : "jak kobieta pierze, piecze to o mało się nie wściecze". Tak mówiła moja mama, i coś w tym jest.
Gonią mnie kartki świąteczne aby wykonać, wysłać i się cieszyć, że komuś sprawię odrobinę radości.
No i właśnie jeśli chodzi o tę radość, to ostatnio mam jej pod dostatkiem. A to za sprawą cudownych dziewczyn z blogowego świata.
    Jeszcze w tamtym roku umówiłyśmy się z Danusią  http://anstahe.blogspot.com/  na małą wymiankę. Termin wykonania się odwlekał, wiadomo, czas, różne choróbska, jak to w życiu. Ale w ostatnim tygodniu dokonałyśmy wymiany, i oto rezultaty:
- ja Danusi wysłałam takie oto tworki wykonane moimi łapkami





Wiem, ze bardzo skromnie, ale do tego były jeszcze zawieszki na gałązki lub coś innego.
- w paczuszce od Danusi był obrazek z  haftem wstążeczkowym, który baaaaaardzo chciałam mieć , no i mam


Popatrzcie na tę pszczółkę jaka jest dopracowana, każdy kwiatek jest ja żywy. Oglądaliśmy z M. i nie mogliśmy się nadziwić, jak to jest pięknie zrobione. Obrazek nalazł miejsce na komodzie, na sztalugach.



Pisanki będą miały swoje miejsce w koszyczku wielkanocnym, będą oryginalną ozdobą



W słoiczku oczywiście będzie kawa, moja ulubiona - INKA, a jak, taką właśnie piję o poranku.


W woreczkach, jak to widać na obrazku, będą leżakowały grzybki.


A to jest kot, kot Edmund, takie imię dostał po przybyciu do naszego domu. Edmund jest naszym ulubieńcem i jak widać, jest mu bardzo dobrze na kraciastej podusi.





Danusia ma chyba siódmy czy szósty zmysł, bo wiedziała że mam wolną ścianę i nie wiem co na niej powiesić. Dlatego przysłała mi metalowe tabliczki z napisami, które idealnie pasują do mojej rodzinki.



Danusiu, jeszcze raz bardzo Ci dziękuję za te wszystkie wspaniałe podarunki. Siedząc na fotelu co chwila patrzę na Twój haft i nie mogę uwierzyć, że mam go w swoim domku. Dziękuję.
    Od drugiej Danusi http://syndromkurydomowej.blogspot.com/ dostałam przepiękne pisanki, dziergane jajeczka i słodkiego motylka.
Motylek będzie siedział na zasłonie kuchennej i będzie umilał mi czas przy gotowaniu obiadu.


Pisanki może zostaną w tej klatce, aby nikt mi ich nie zwinął, bo są jedyne w swoim rodzaju.



Szydełkowa kurka i zajączek będą świetnymi ozdobami na wielkanocnym stole.



A tu jest szydełkowe jajo, które jak widzicie pięknie się wpasowało w szklany świecznik.



Dusiu, dziękuję Ci bardzo, sprawiłaś mi wiele radości. Fajnie mieć takie wspaniałe blogowe koleżanki :)
    Na zakończenie tego długolaśnego wpisu pokażę obraz, który namalowała moja Mama. Od razu było wiadomo, że obraz będzie mój, ale jeszcze miał iść na wystawę, no i był. W tym czasie Mama była w szpitalu, a potem odeszła, nie zdążyła odebrać obrazów z wystawy. Gdy obrazy wróciły do domu, okazało się, że jednego nie ma, właśnie tego mojego. Pozostało mi tylko zdjęcie, tak mi żal. Mimo, że mam dużo obrazów Mamy, przeważnie akwarele, to ten był wyjątkowy, bo był jednym z ostatnich, które Mama namalowała. Niestety zdjęcie nie oddaje jego piękna i kolorystyki.


Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam.
Życzę miłej i ciepłej niedzieli, pa.

środa, 9 grudnia 2015

Nareszcie coś mojego i dalsze prezenty

Witam

    Bardzo dziękujemy, ja i Maciek, za wiele słów pociechy, pod wpisem o Przyjacielu. Jesteście kochane.
Ja nadal siedzę, haftuję, szyję, bo już w sobotę mamy kiermasz , więc czasu co raz mniej.
 Ale żeby nie było, że tylko gadam a nic nie pokazuję, to dzisiaj będzie malutka część tego co przygotowałam.
Są to zawieszki na prezenty, na choinkę, co kto woli. Haftowałam na plastikowej kanwie, na początku wściekałam się, bo była twarda, pokaleczyłam palce, nitki się plątały, zahaczały, ale z każdym nowym wzorem szło mi co raz lepiej. I oto są efekty.







Z tyłu podkleiłam białym filcem, który dał wykończenie, ale też jeszcze dodatkowo usztywnił.
Zrobiłam też jeszcze dwie zawieszki, ale te przeznaczone były na choinkę do przedszkola. Planowałam zrobić dużo, dużo, ale jak same wiecie, czas nie chce się rozciągać, tak jak byśmy chciały.




Pokażę jeszcze jedną pracę, którą zrobiłam, co prawda to jest dla kogoś, ale nie w prezencie tylko na zamówienie. A jest to moja pierwsza metryczka, Dusiu, już ją wysłałam :)





    A teraz przyszła kolej na kolejne prezenty.
Pierwszy prezent jest od Beatki   http://beata-becia.blogspot.com/   za to, że byłam 51-wszą obserwatorką. Dostałam takie oto cuda zrobione osobiście przez Beatkę





Wszystko precyzyjnie wykonane, bombeczka w moją ulubioną niebieską kratkę. Bombka jest śliczna, a do tego, takiej jeszcze nie miałam, a teraz już mam.  Do kompletu jest łabędź, nie wiem czy to jest origami, czy coś innego, ale wykonanie Beatko - szacun. Poskładać to wszystko, bez kleju to trzeba duuuuużo pracy i cierpliwości. Do całości była jeszcze żywa roślinka, która super przetrwała podróż.
Dziękuję Beatko za cudowną nagrodę i wyróżnienie.
     Natomiast u Iwonki  http://pomieszane-poplatane.blogspot.com/  zgłosiłam się do "wędrującej książki", okazało się, że byłam pierwsza i książka dotarła do mnie bardzo szybko. Tak więc czytam i czytam, aby przesłać ja dalej. Jest to książka Anny Ficner-Ogonowskiej








Do książki Iwonka dołożyła "małe" drobnostki. Przepiękną bransoletkę w brązowym kolorze, która będzie super pasować do moich strojów. Do tego jest foremka do ciasteczek świątecznych, więc teraz jak znalazł. Jest kubeczek w świąteczne renifery, w którym cudnie smakuje gorąca herbatka, którą również dostałam od Iwonki. Słodycze, które też były, zostały zaopiekowane przez syna.
Iwonko, bardzo dziękuję, postaram się jak najszybciej przeczytać i przesłać książkę dalej, oczywiście z małym co nieco.
    Widzę, że dzisiaj dałam dużo zdjęć, ale skoro wytrzymałyście tyle oglądania to wytrzymacie jeszcze trzy zdjęcia.
    Otóż w niedzielę wyciągnęłam pół rodzinki na kiermasz rękodzielniczy, który odbywał się w Pomiechówku kolo Warszawy. Spotkałam tam wiele znajomych dziewczyn, trochę porozmawiałam, pooglądałam, a że były Mikołajki to dostałam od męża prześliczne korale.




No dobra, muszę kończyć, bo pora brać się za obiad, no właśnie, co tu zrobić. Najgorsze to wymyślanie, wyjdę do sklepu, to może coś wymyślę.
    Witam wśród znajomych moją dobrą znajomą Bogusię, która też robi przecudne przedmioty.
Witaj Bogusiu :)

Życzę wszystkim miłej środy, bo to już bliżej do weekendu, pa.