Witam
Jak wszyscy wiemy, wczoraj był 30 listopad. Dla jednych był to dzień imienin Andrzeja, dla innych spokojna i leniwa niedziela. Ale dla mnie był to dzień, w którym kończyło się moje candy i dzień moich urodzin, których? A niech będzie osiemnastych, hi hi plus więcej niż vat.
Moi synowie upiekli dla mnie pyszne ciasto czekoladowe z polewą i posypką. Pyyyyyyyyycha. Od męża dostałam piękny bukiet goździków, to moje ulubione kwiaty. Młodszy syn urządził pokaz sztuczek magicznych. A tak poza tym to odpoczywałam, leniłam się i wygrzewałam w ciepłym domku.
A dzisiaj zgodnie z tradycją, należało dokonać losowania. Zgłosiło się 56 osób plus jeden pan, a że jest moim siostrzeńcem, to dostanie taki mały prezencik od ciotki. Muszę powiedzieć, że byłam OGROMNIE i MILE zaskoczona, ponieważ nie spodziewałam się tak dużego odzewu.
Chciałabym bardzo, BARDZO podziękować za udział, za odwiedziny nie tylko w komentarzach ale i na blogu. Również dziękuję za bardzo miłe słowa, które dla mnie znaczą naprawdę wiele. Dodają mi sił do pisania, do działania, do rozwijania siebie i co najważniejsze, dałyście mi wiarę w siebie. A ostatnio tej wiary miałam ciut, ciut. Wiele dziewczyn dołączyło do mojego grona obserwatorów, za co również serdecznie dziękuję.
No dobra, trzymam Was w niepewności i w zdenerwowaniu, więc pora na losowanie.
Porobiłam losy, mąż pomógł mi poskładać
Oczywiście Miecia musiała zaznaczyć swoją obecność, przecież nic co ważne nie może się bez niej odbyć.
Losy wrzuciłam do maszyny losującej, a losowania dokonał "sierotek" Maciuś.
Pomieszał, wymieszał, pochuchał, podmuchał...
i wylosował
"Benia besia"
A, że były dwie uroczystości, postanowiłam, że będą wylosowane dwie osoby . I tą drugą wylosowaną jest, tadam - "babciaanulka"
Gratuluję dziewczynom i proszę o przesłanie adresów.
Niespodzianki już się robią, dlatego proszę Was o cierpliwość, bo tak ciutkę to potrwa.
Jeszcze raz dziękuję wszystkim za udział w candy i życzę miłego i ciepłego wieczoru, pa.
Jak wszyscy wiemy, wczoraj był 30 listopad. Dla jednych był to dzień imienin Andrzeja, dla innych spokojna i leniwa niedziela. Ale dla mnie był to dzień, w którym kończyło się moje candy i dzień moich urodzin, których? A niech będzie osiemnastych, hi hi plus więcej niż vat.
Moi synowie upiekli dla mnie pyszne ciasto czekoladowe z polewą i posypką. Pyyyyyyyyycha. Od męża dostałam piękny bukiet goździków, to moje ulubione kwiaty. Młodszy syn urządził pokaz sztuczek magicznych. A tak poza tym to odpoczywałam, leniłam się i wygrzewałam w ciepłym domku.
A dzisiaj zgodnie z tradycją, należało dokonać losowania. Zgłosiło się 56 osób plus jeden pan, a że jest moim siostrzeńcem, to dostanie taki mały prezencik od ciotki. Muszę powiedzieć, że byłam OGROMNIE i MILE zaskoczona, ponieważ nie spodziewałam się tak dużego odzewu.
Chciałabym bardzo, BARDZO podziękować za udział, za odwiedziny nie tylko w komentarzach ale i na blogu. Również dziękuję za bardzo miłe słowa, które dla mnie znaczą naprawdę wiele. Dodają mi sił do pisania, do działania, do rozwijania siebie i co najważniejsze, dałyście mi wiarę w siebie. A ostatnio tej wiary miałam ciut, ciut. Wiele dziewczyn dołączyło do mojego grona obserwatorów, za co również serdecznie dziękuję.
No dobra, trzymam Was w niepewności i w zdenerwowaniu, więc pora na losowanie.
Porobiłam losy, mąż pomógł mi poskładać
Oczywiście Miecia musiała zaznaczyć swoją obecność, przecież nic co ważne nie może się bez niej odbyć.
Losy wrzuciłam do maszyny losującej, a losowania dokonał "sierotek" Maciuś.
Pomieszał, wymieszał, pochuchał, podmuchał...
i wylosował
"Benia besia"
Gratuluję dziewczynom i proszę o przesłanie adresów.
Niespodzianki już się robią, dlatego proszę Was o cierpliwość, bo tak ciutkę to potrwa.
Jeszcze raz dziękuję wszystkim za udział w candy i życzę miłego i ciepłego wieczoru, pa.
