Translate / Tłumacz

piątek, 28 września 2018

Metamorfoza kuchni

Witam

     Można powiedzieć, że jestem już prawie po remoncie kuchni i powiem z radością... przeżyliśmy...
A to było tak, Siedemnaście lat temu, jak się sprowadziliśmy do nowego mieszkanka, zaczęliśmy urządzać pokoje, to znaczy... dwa pokoje, łazienkę, a w kuchni postawiliśmy meble ze starego mieszkania i tak sobie stały. A że były to meble nie byle jakie i ciutke droższe, to przez te  wszystkie lata małpy nie chciały się rozlecieć. A wiadomo, jak coś się nie rozlatuje, to znaczy, że jest dobre i stoi, stoi, stoi. No i tak stały te nasze meble, aż któregoś dnia po prostu zaczęły przyprawiać mnie o ból głowy i ból innych części ciała. Powiedziałam do mojego szanownego małżonka - dość tego, wszystkie mają a ja nie mam. Robimy kuchnię!
 I w taki oto sposób poruszyłam lawinę i wyciągnęłam z zakamarków potwory o nazwach - szukanie fachowców, którzy nie spartaczą płytek, fachowców od mebli, którzy będą umieli czytać w moich myślach. Szukaliśmy, szukaliśmy, pytaliśmy i w końcu trafiliśmy. Na szczęście znajomi robili remont całego mieszkania i do tego są perfekcjonistami, więc mieliśmy fachowców można powiedzieć prawie idealnych (na razie płytki nie odpadają).
     No ale wiadomo, fachowcy to jedno, a zakupy to drugie. Kupiliśmy płytki, zlew, kran, kuchnię i zadowoleni myśleliśmy, że to już koniec. O, naiwności!!!! To był dopiero początek. Fugi, kleje, woda, listwy, kontakty, kawa, kabelki, klopsiki...itd. itp
Po remoncie wiadomo, zaczyna się sprzątanie. Trzeba wszystkie kartony, pudła przynieść, rozpakować i wtedy zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki. Niby szafek więcej a niczego nie można zmieścić. Czyżby przez te parę dni przybyło rzeczy, a może ktoś podrzucił swoje? No, ale jakoś się udało upchnąć większość klamotów. Kiedy pokonałam te wszystkie bardzo, podkreślam BARDZO potrzebne przedmioty, okazało się, że reszta mieszkania nadaje się wyłącznie do gruntownego sprzątania. I tu muszę się pochwalić, wyszłam z tej bitwy zwycięsko i jestem dumna z siebie.
     Dobra, pora teraz trochę Was postraszyć zdjęciami. Ostrzegam, będą to zdjęcia dla ludzi o mocnych nerwach i silnej psychice. Bo wiadomo, na początek będą zdjęcia jak moja kuchnia wyglądała.
Gotowe? No to jazda...












No cóż, starałam się jakoś tę przestrzeń zagospodarować rozsądnie i z gustem, ale przed samym remontem już mi się nie chciało i dlatego na szafkach jest taki pier...miszmasz.
Zmieniliśmy podłogę, płytki na ścianach, meble, dodatki.


















     Jak już tak robiliśmy kuchnię, to stwierdziliśmy,  że przedpokój też woła o pomstę do nieba i trzeba coś z tym zrobić. No i zrobiliśmy mały lifting. Tapeta, listwa, nowe lustro i proszę bardzo. przedpokój jak malowany.





Brakuje jeszcze dodatków typu obrazki, zegar. A na ścianie, której nie pokazałam ma stanąć kredens, ale jeszcze go nie ma, szukamy. Marzy mi się stary, kuchenny kredens, taki ze swoją historią, z duszą. Na razie szukam.
    No i to na tyle o moim remoncie. Mam nadzieję, że nie zasnęłyście przy oglądaniu zdjęć, po prostu nie mogłam się zdecydować,  które wstawić.
Trzymajcie się cieplutko, bo niestety przyszły chłody, pa.

czwartek, 26 lipca 2018

I to by było na tyle w kwestii wesela...

Witam

    Zacznę od tego, że jestem po kolejnym weselu i mam nadzieję, że przez najbliższy rok nikt nie wyskoczy - CIOCIU, WUJKU ŻENIĘ SIĘ, bo normalnie uduszę gada. Jak na razie mam dość pudełek, pudełeczek. Ja wiem, że sama wymyśliłam taki zwyczaj, i sama jestem na siebie zła.Chociaż z drugiej strony to wiem, że podobają się obdarowanym i bardzo im się przydają. Więc chyba trochę radości sprawiłam młodym. No więc jak już powiedziałam jestem po weselu, pudełko dane.







     A teraz jestem na urlopie i oczywiście co robię? Piorę, prasuję, sprzątam, wekuję i przygotowuję się do remontu. NARESZCIE !!!!! Będziemy remontować kuchnię, bo wygląda jak po przejściu huraganu i tsunami jednocześnie. Jak urządzę nową kuchnię to zdam Wam relację jak wyglądała i jak wygląda. Bo teraz to nie ma co pokazywać. '
    Hafciarsko idzie tak sobie, wzięłam się za kwiaty, które kiedyś dawno temu zaczęłam wyszywać. Do tego dużo czytam i napawam się domeczkiem. Ale też trochę jeździmy z mężulkiem. Synów wysyłamy na koncerty a my w tym czasie wyruszamy na trasę.
     Ostatnio byliśmy w Olsztynie, bardzo ładne miasto, położone na wielu wzgórzach. Z piękną starówką i zamkiem, warte odwiedzenia.



To tak zwane baby pruskie. W dawnych wiekach dawane wojom jako dar dziękczynny za obronę miasta, tak w każdym bądź razie głosi legenda. Ale na pewno stały się znakiem rozpoznawczym Olsztyna.






Na trasie, gdzieś pod Jagarzewem niedaleko Nidzicy


Nidzica, szlakiem zamków gotyckich. Akurat na tamtejszym zamku odbywał się turniej rycerski, było na co popatrzeć :)



Olsztynek i kolejny zamek, w którym od 160 lat mieści się szkoła, W takich murach to dopiero wiedza wchodzi i jakie wiekowe duchy tam są.



Grunwald, zawsze myślałam, że ten pomnik jest większy, a on wcale nie jest taki duży, ale wrażenie robi



Brodnica i kolejny zamek i przepiękna starówka. To miasteczko ma jakiś nie powtarzalny klimat, mogłabym tam zamieszkać.




 Zbliża się weekend, więc życzę miłego odpoczynku, nabierajcie sił dziewczyny na zwiedzanie, na dzierganie. Trzymajcie się kochane i nie dajcie się upałom, pa.