Translate / Tłumacz

czwartek, 10 marca 2016

Brojlery

Witam

    Dawno nic hafciarskiego nie pokazywałam. Ale na początek chcę donieść, że mój super koszyk sprawuje się świetnie. Skarpety są na swoim miejscu i nie "latają" po całej szafce. Już zaczęłam zbierać bluzki na kolejny koszyk.
     A tak na co dzień produkuję hafty na kartki świąteczne i oczywiście cały czas modzę coś na kanwie plastikowej. Co prawda mam już porządną dziurę w palcu, ale chyba do wesela się zagoi, czyli do maja.
Na razie założyłam hodowlę kurczaków. Fakt, wyglądają tak samo, w końcu to hodowla zamknięta fermowa, ale każdy ma muszkę w innym kolorze, żeby mi się nie znudziło haftować.






Jeszcze takie malutkie jajeczko się gdzieś tam wylęgło


Te kwiaty ludowe na pewno znacie, bo u wielu dziewczyn widziałam pisanki z tymi motywami. Muszę przyznać, że wyglądają fantastycznie. Moje ludowce pójdą raczej na kartki.




Co raz bardziej marzy mi się wyhaftowanie obrazu, nawet mam wzór, który mi się bardzo podoba, muszę zacząć o tym myśleć poważnie. Troszkę mam dość tych drobiazgów. Ale to już pewnie po świętach.

    Dziękuję za komentarze pełne wsparcia i dobrych słów pod wpisem o koszyku cudaku. Powstrzymałyście mnie od sprucia tego cudeńka hi hi.

Życzę Wam drogie panie miłego i w miarę ciepłego weekendu, pa.

piątek, 26 lutego 2016

Takie coś tam wymodziłam

Witam

    Dzisiaj taki krótki wpis i nie na temat haftów,tylko będzie o szydełku, a właściwie o szydle.
 Kiedyś oglądając u kogoś na blogu, oczywiście nie pamiętam u kogo, wybaczcie, koszyki robione z pociętych podkoszulków, pomyślałam że fajny pomysł. Wymyśliłam wtedy, że mogłabym coś takiego zrobić, zwłaszcza że potrzebny był mi koszyk na skarpety. Otworzyłam szafy i zaczęłam grzebać - tu podkoszulka, tam podkoszulka, tej już nie będę nosić, a w tej M. nie jest ładnie, po co mu taka nijaka. I tak uzbierałam kilka, pocięłam na długolaśne paski, kupiłam grube szydło i wzięłam się do roboty. Matko jedyna, ja nie wiedziałam, że to takie ciężkie, palec już tydzień mnie boli. Ale zrobiłam, ja wiem, to nie jest wybitne dzieło sztuki, właściwie to żadne dzieło. Krzywe, powyginane nie tam gdzie potrzeba, tu grube, tam chude, ale trudno, chwalę się . Mój syn myślał, że to czapka hawajka, nawet przymierzał.


To białe to nie dziury, tylko resztki metek, oj, nie czepiajcie się, hi hi.
Koszyk robiony dziwacznie, ale swoje zadanie spełnia i to chyba najważniejsze, no nie?




I tak ten koszyk stoi w szafce, więc go nie widać, a co z oczu to z serca.
Tylko zauważyłam, że z bluzek elastycznych lepiej się robi niż z bawełnianych. Są bardziej elastyczne, miękkie i tak palce nie bolą.
    Ale się rozgadałam i to na temat "super udanego" koszyka.

    Zauważyłam, że ostatnio ubyło mi obserwatorów. Mam nadzieję, że to nie przez nudę ziejącą z każdego kąta na moim blogu.
Życzę wszystkim miłego i bardzo ciepłego, przy kaloryferze weekendu, pa.

poniedziałek, 15 lutego 2016

Chyba wróciłam.

Witam

    Mamusiu kochana, jak ja zaniedbałam tego mojego kochanego bloga, muszę koniecznie to zmienić. Na początek będę musiała zmienić szatę graficzną, bo już się chyba wszystkim opatrzyła, w każdym bądź razie na pewno mnie. 
     Ferie już się skończyły, to znaczy u nas w mazowieckim się skończyły. Fajnie spędziliśmy te ferie, pierwszy tydzień syn miał grypę, drugi tydzień miał resztki grypy. Ani kina, ani spacerów, ani jazdy na rowerze, normalnie nuda totalna, oczywiście dla mojego synowca. Ja to nie miałam czasu się nudzić, ciągle coś do zrobienia, a to trzeba było pączka zjeść, a to herbatki się napić, z listonoszem porozmawiać, normalnie nie było czasu haftować hi hi.
Dobra, no coś tam robiłam, co prawda nie wszystko pokażę, bo to dla kogoś. Ale malutki rąbek tajemnicy odkryję. Pamiętacie, strasznie narzekałam na kanwę plastikową, a teraz co raz więcej na niej robię.


Takie malutkie jajeczka do powieszenia na gałązkach lub czymś innym podobnym.
    A teraz mam sprawę do załatwienia. Otóż mój M. pomyślał, że bardzo będę zadowolona z gazetki hafciarskiej, i nie pomylił się, tylko niestety nie zapytał czy już mam taką. No i teraz mam dwie i jedną chciałabym, no niestety ale odsprzedać. Jest to gazeta "Libri di Susanna", cena sklepowa 39,99 a ja chcę 20 zł.  Chyba pora na zdjęcia.















 Czasopismo jest po włosku, ale wzory i paleta kolorów są świetnie rozrysowane i bez znajomości języka wszystko się rozumie. Tematyka tego wydania to zwierzęta - domowe, dzikie, miłe i te mniej miłe. Dla każdego coś dobrego.
Jeśli ktoś byłby chętny to proszę o kontakt na mejla
     No dobra, to tyle na dzisiaj, zaraz się zacznie "Wspaniałe stulecie", nawet nie wiedziałam, że ten serial taaak mnie wciągnie, ale bronię się tym , że jest to film oparty na faktach historycznych, o których czytałam w książce. Bardzo wciągająca historia sułtana i jego haremu. Co prawda Sulejman kochał gorąco, ale w innych dziedzinach był bardzo okrutny, te co oglądają wiedzą o czym mówię.
Tak więc trzymajcie się cieplutko, do następnego razu, pa.

czwartek, 28 stycznia 2016

Chyba Wielkanoc się zbliża

Witam

     No właśnie, chyba się zbliża, bo mnie coś w kościach łamie a oczy ciągną do wzorów z kurczaczkami, zajączkami i jajkami. Ale nie, nie, nie myślcie że jednak się przemogłam i przygotuję coś na kiermasz. Jestem twarda w swoich postanowieniach, jak nie robię to nie robię. Jak nie zjem dziesiątego ptasiego mleczka, to nie zjem, bo zjem jedenaste.
     Kredens na razie czeka, bo jak pisałam nie mam gniazdka w piwnicy i szukamy rozgałęziacza przykręcanego do oprawki od żarówki. A tak w ogóle dziękuję Wam kochane za wszystkie miłe słowa, bardzo się przydają w walce ze starą farbą na kredensie. Dodałyście mi wiary, że może jednak mi się uda.
     Trochę wróciłam do szydełka, zrobiłam śliczną serwetkę, ale jej nie pokażę, bo sprułam. Dlaczego? A dlatego, że mimo że robiłam ściśle według wzoru to bardzo mi się pofałdowała. Nic nie dało wypranie, naciągnięcie, wyprasowanie, normalnie zrobiła się kryza. No i w przypływie złości sprułam. Ale pokażę inną, mniejszą, trochę brzydszą, niestety.




Zrobiłam też już pierwszą pisankę na kanwie plastikowej, podkleiłam filcem, powstaną też następne, bo bardzo mi si podobają. Na razie jest ta jedna.
Co raz bardziej się przekonuję do plastikowej kanwy, wiem ze nie tak dawno bluźniłam na nią, no cóż, wiecie kto tylko nie zmienia zdania hi hi .



      A na zakończenie Miecia obserwująca patyczaki. No właśnie, nasze zwierzątka rosną, a mamy ich dziewięć,  a było ponad sto, dwa duże i siedem mniejszych. Trzeba będzie im zmienić terrarium, bo jeszcze trochę i z tego małego wylezą. A mówił mi pan z zoologicznego, że nie wolno dopuścić aby jakiś patyczak się uwolnił, bo zeżre kwiatki w doniczkach. Fakt, ze u mnie miał by co jeść i by pewnie pękł, ale trochę szkoda,  kwiatków nie patyczaka łakomczucha.

Kończę, bo mi się kalafior gotuje, a jestem głodna jak wilk :)
Życzę Wam mniej deszczu a więcej słonka, pa.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Z zupełnie innej beczki

Witam

    Coś mi ostatnio siadł laptop i przez to nie byłam zbyt częstym gościem na blogu. Dzisiaj jak wreszcie weszłam to aż szczęka mi opadła, tak dużo miałam do oglądania. Oglądałam, oglądałam i jeszcze wszystkiego nie obejrzałam, ale mam czas.
    A co u mnie? No cóż, w tym roku stwierdziłam, że daję na luz i nie przygotowuję się na kiermasz wielkanocny. Nie dam rady, trudno, będę jedynie zwykłym oglądaczem. Ale oczywiście kartki świąteczne będę robić, bo wiem że znajomi czekają. A teraz robię zaległe nagrody za jakieś  zgadywanki, robię szydełkowe serwetki, ale to pokażę później, bo aktualnie się suszą.
Ale... nie próżnuję. Otóż dawno temu moja świętej pamięci teściowa obiecała, że będę mogła wziąć sobie kuchenny kredens. Niestety przez wiele lat nie miałam gdzie go postawić, ale w końcu stwierdziłam że muszę go zabrać, a miejsce jakoś się znajdzie. No i kredens od pół roku jest w mojej piwnicy i schnie, bo stał w nieogrzewanym domu. Oprócz tego że sechł, to jeszcze nabierał mocy urzędowej, która jest bardzo potrzebna do odnawiania. Jak na razie zdarłam pierwszą warstwę farby przy użyciu płynu zmiękczającego i strasznie śmierdzącego. Miałam maseczkę na twarzy, ale i tak musiałam szybko uciekać z piwnicy, bo bym zdechła. Teraz muszę kredens potraktować szlifierką, którą dostałam na dzień kobiet od mego męża. Tylko nikt z architektów nie pomyślał, że w piwnicy też przydałyby się gniazdka, a tak długiego przedłużacza żeby ciągnąć z drugiego piętra do piwnicy to nie mam. Potem trzeba będzie porządnie umyć, poczekać jak wyschnie i następnie malować.
 Kiedyś myślałam aby go pomalować na biało i do tego białe szafki, ale że lubię kolor niebieski, to wymyśliłam, że szafki będą białe a kredens jaśniutko niebieski i będzie pięknie jak w niebie. Kiedy to będzie, to tylko diabli wiedzą, bo nawet ja nie mam takiej wiedzy.
Dobra, może starczy tego gadania a pora pokazać jak kredens wygląda teraz, nie jest zbyt atrakcyjny, bo to taki zwykły kuchenny z lat pięćdziesiątych ale jak zrobię... to może mucha nie usiądzie hi hi.






Szyby były malowane w owoce, farba trochę zlazła, ale bardzo chciałabym odnowić te szybki, tylko nie wiem czy mi się uda bo aż takich zdolności to ja nie mam.Oczywiście gałki też będą inne, już nawet mam kupione. Tak więc dziewczyny, trzymajcie kciuki aby mi się udało i abym nie straciła chęci i zapału.
    A oprócz tego spacerujemy po oświetlonej świątecznie Warszawie, pijemy gorącą czekoladę.





Pałac Prezydencki w nocnej odsłonie


A tu może kiedyś przenocuję - Hotel Bristol, he he marzenie.
    A, przypomniało mi się, muszę Wam coś pokazać, bo ja jestem zachwycona. Otóż będąc u mojej siostry zobaczyłam coś pięknego na tarasie. Jest to choinka zrobiona przez mojego szwagra i pomyślałam, że podobną tylko mniejszą chciałabym na swój balkon.



Normalnie genialne w swej prostocie. A do tego znalazłam w przedpokoju takie dwa cudne anioły, mam cały rok na pomyślenie o zrobieniu podobnych.


Ale się rozgadałam, chyba skończę bo już mnie palce bolą od tego gadania.
   Trzymajcie się cieplutko w te roztopy  i nie dajcie się przeziębieniom. Miód, malina i ciepłe skarpety, pamiętajcie, pa.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

"Wośpowe" robótki

Witam

    Ale mnie tu dawno nie było, już chyba zapomniałyście, że ktoś taki istnieje. Ano istnieję i działam, działam. Tylko ten czas nie chce się wydłużyć, a tak prosiłam Mikołaja o dodatkowe godziny w prezencie. No cóż, widocznie za dużo miał takich zamówień.
    Chciałabym bardzo, bardzo, bardzo podziękować za cudowne, sympatyczne i pełne ciepła życzenia świąteczne i noworoczne. Jesteście cudowne i kochane.
    W święta jak to w święta, gotowanie, pieczenie, sprzątanie, nawet nie miałam czasu aby zrobić stroik na stół, więc była tylko prosta świeca. Ale to też miało swój urok. Co Mikołaj przyniósł, jak już mówiłam czasu  nie przyniósł, ale otrzymałam płytę Stanisławy Celińskiej "Atramentowa". Uwielbiam tę aktorkę, a teraz uwielbiam ją jako pieśniarkę. Tak, pieśniarkę, nie piosenkarkę, bo w jej piosenkach można się zatracić, zasłuchać i utonąć w głosie, w muzyce, w słowach. Tak jak napisała w prowadzeniu do płyty :

              "W świecie hałasu i szybko biegnącego czasu, pragniemy zatrzymać się na chwilę i zadać sobie
                parę ważnych pytań dotyczących Boga, miłości, samotności. Chcemy o tym z kimś
                porozmawiać. Porozmawiać szeptem."

"Nie strasz"

"Nie strasz, od dawna się nie boję,
Zobacz - wichura, a ja stoję,
Spokój soczysty jest tak
jak cierpki był strach,
mój strach - życie moje.
Mogłeś mnie jednym zetrzeć gestem,
Kiedyś. Lecz to już inna przestrzeń.
Z drobnych supełków byłam cała,
lecz się wydostałam. Jestem."

    Zaraz po świętach wzięłam się po raz czwarty za Madonnę i jeżeli ktoś zamówi jeszcze jedną, to zacznę wyć, w dzień i w nocy, trudno !!!!!
A tak poza tym, to udziergałam dwie kartki na WOŚP, w sumie dałam więcej, bo miałam parę starszych kartek, więc ich nie będę pokazywać.
Oprócz tego jak co roku malowałam buziole dzieciom, w tym roku wzięcie miały motylki w niebieskościach i Pierroty. Muszę prawdziwą złotą farbę kupić i złote cienie do powiek. Zdjęć z malowania nie mam, chyba że wstawią na stronie naszej szkoły, to może ściągnę, ale za to dam zdjęcia kartek.





    Pogoda dzisiaj u nas PASKUDNA, pada, ślisko, ciemno. Tylko zrobić herbatę z prądem, okryć się kocem, wziąć książkę do ręki i tak siedzieć cały dzień, tylko szkoda, że nie mam kominka, chyba świeczkę zapalę.
Na potwierdzenie moich słów zdjęcie znudzonej Mieci



Mimo wszystko, trza się brać za jakąś robotę, bo samo się nie zrobi.
Trzymajcie się cieplutko i suchutko, pa.